Konkurs recytatorski

      • Szkolny konkurs recytatorski

      •                                                         

        Cele konkursu:

        Zainteresowanie uczniów poezją dziecięcą

        Odkrywanie i rozwijanie uzdolnień artystycznych wśród uczniów

        Uczenie kulturalnej rywalizacji w przyjaznej atmosferze

         

        Adresaci konkursu:

        Adresatami konkursu są uczniowie klas I-III SP w Porębie

        Warunki uczestnictwa:

        • Uczestnik konkursu prezentuje wybrany przez organizatora wiersz ( załącznik 1)
        • Chętne osoby zgłaszają udział w konkursie u organizatora lub wychowawcy

        do 25 marca 2025 r.

        Termin konkursu:

        Konkurs odbędzie się 27 marca  2026 r.

        Ocena uczestników konkursu:

        Powołana komisja dokona oceny uczestników, według następujących kryteriów:

        • Pamięciowe opanowanie tekstu
        • Kultura słowa, dykcja
        • Ogólny wyraz artystyczny (gest sceniczny, element ruchu, strój, rekwizyt).

         

         

         

         

          Organizator

        Barbara Borgieł

         

         

        ZAŁĄCZNIK 1

         

        Hanna Niewiadomska

        Marzenia

        Dzieci lubią mieć marzenia,
        Chcą, by były do spełnienia.
        Każde w głowie ma guziczek,
        Taki mały żółty pstryczek,
        Co im świat piękniejszym czyni,
        Od Krakowa aż do Gdyni.

        Krzysio chciałby być pilotem.
        Pstryk – już lata samolotem.
        Ewa chce lekarzem zostać.
        Pstryk – już w białym kitlu postać.
        Kosmonautą chce być Jurek.
        Pstryk – i pędzi w kosmos, w górę.

        Lecz są również takie dzieci,
        Którym słońce słabiej świeci.
        Jacek, co ma chorą nogę,
        Chciałby dosiąść hulajnogę.
        Julia, która słuch ma słaby,
        Chce usłyszeć szelest trawy.

        Ale wszystkie ich marzenia,
        Są z tym pstryczkiem do spełnienia.
        No, więc śmiało, przekręć pstryczek,
        A nuż właśnie dziś guziczek
        W świat twych marzeń cię zabierze
        – Będziesz zdrowy bohaterze!

         

         

        Ptasie radio
        Julian Tuwim

        Halo, halo! Tutaj ptasie radio w brzozowym gaju,
        Nadajemy audycję z ptasiego kraju.
        Proszę, niech każdy nastawi aparat,
        Bo sfrunęły się ptaszki dla odbycia narad:
        Po pierwsze - w sprawie,
        Co świtem piszczy w trawie?
        Po drugie - gdzie się
        Ukrywa echo w lesie?
        Po trzecie - kto się
        Ma pierwszy kąpać w rosie?
        Po czwarte - jak
        Poznać, kto ptak,
        A kto nie ptak?
        A po piąte przez dziesiąte
        Będą ćwierkać, świstać, kwilić,
        Pitpilitać i pimpilić
        Ptaszki następujące:

        Słowik, wróbel, kos, jaskółka,
        Kogut, dzięcioł, gil, kukułka,
        Szczygieł, sowa, kruk, czubatka,
        Drozd, sikora i dzierlatka,
        Kaczka, gąska, jemiołuszka,
        Dudek, trznadel, pośmieciuszka,
        Wilga, zięba, bocian, szpak
        Oraz każdy inny ptak.

        Pierwszy - słowik
        Zaczął tak:
        „Halo! O, halo lo lo lo lo!
        Tu tu tu tu tu tu tu
        Radio, radijo, dijo, ijo, ijo,
        Tijo, trijo, tru lu lu lu lu,
        Pio pio pijo lo lo lo lo lo,
        Plo plo plo plo plo halo!”

        Na to wróbel zaterlikał:
        „Cóż to znowu za muzyka?
        Muszę zajrzeć do słownika,
        By zrozumieć śpiew słowika.
        Ćwir ćwir świrk!
        Świr świr ćwirk!
        Tu nie teatr
        Ani cyrk!
        Patrzcie go! Nastroszył piórka!
        I wydziera się jak kurka!
        Dość tych arii, dość tych liryk!
        Ćwir ćwir czyrik,
        Czyr czyr ćwirik!”

        I tak zaczął ćwirzyć, ćwikać,
        Ćwierkać, czyrkać, czykczyrikać,
        Że aż kogut na patyku
        Zapiał gniewnie: „Kukuryku!”

        Jak usłyszy to kukułka,
        Wrzaśnie: „A to co za spółka?
        Kuku-ryku? Kuku-ryku?
        Nie pozwalam, rozbójniku!
        Bierz, co chcesz, bo ja nie skąpię,
        Ale kuku nie ustąpię.
        Ryku - choć do jutra skrzecz!
        Ale kuku - moja rzecz!”
        Zakukała: kuku! kuku!
        Na to dzięcioł: stuku! puku!
        Czajka woła: czyjaś ty, czyjaś?
        Byłaś gdzie? Piłaś co? Piłaś, to wyłaź!
        Przepióreczka: chodź tu! Pójdź tu!
        Masz co? daj mi! rzuć tu! rzuć tu!

        I od razu wszystkie ptaki
        W szczebiot, w świegot, w zgiełk – o taki:
        „Daj tu! Rzuć tu! Co masz? Wiórek?
        Piórko? Ziarnko? Korek? Sznurek?
        Pójdź tu, rzuć tu! Ja ćwierć i ty ćwierć!
        Lepię gniazdko, przylep to, przytwierdź!
        Widzisz go! Nie dam ci! Moje! Czyje?
        Gniazdko ci wiję, wiję, wiję!
        Nie dasz mi? Takiś ty? Wstydź się, wstydź się!”
        I wszystkie ptaki zaczęły bić się.
        Przyfrunęła ptasia policja
        I tak się skończyła ta leśna audycja.

        Na straganie
        Jan Brzechwa

        Na straganie w dzień targowy
        Takie słyszy się rozmowy:

        „Może pan się o mnie oprze,
        Pan tak więdnie, panie koprze”.

        „Cóż się dziwić, mój szczypiorku,
        Leżę tutaj już od wtorku!”

        Rzecze na to kalarepka:
        „Spójrz na rzepę - ta jest krzepka!”

        Groch po brzuszku rzepę klepie:
        „Jak tam, rzepo? Coraz lepiej?”

        „Dzięki, dzięki, panie grochu,
        Jakoś żyje się po trochu.
        Lecz pietruszka - z tą jest gorzej:
        Blada, chuda, spać nie może”.

        „A to feler” -
        Westchnął seler.

        Burak stroni od cebuli,
        A cebula doń się czuli:

        „Mój buraku, mój czerwony,
        Czybyś nie chciał takiej żony?”

         

        Burak tylko nos zatyka:
        „Niech no pani prędzej zmyka,
        Ja chcę żonę mieć buraczą,
        Bo przy pani wszyscy płaczą”.

        „A to feler” -
        Westchnął seler.

        Naraz słychać głos fasoli:
        „Gdzie się pani tu gramoli?!”

        „Nie bądź dla mnie taka wielka” -
        Odpowiada jej brukselka.

        „Widzieliście, jaka krewka!” -
        Zaperzyła się marchewka.

         

        „Niech rozsądzi nas kapusta!”
        „Co, kapusta?! Głowa pusta?!”

        A kapusta rzecze smutnie:
        „Moi drodzy, po co kłótnie,
        Po co wasze swary głupie,
        Wnet i tak zginiemy w zupie!”

        „A to feler” -
        Westchnął seler.

        Ptasie plotki
        Jan Brzechwa

        Usiadła zięba na dębie:
        „Na pewno dziś się przeziębię!
        Dostanę chrypki, być może,
        Głos jeszcze stracę, broń Boże,
        A koncert mam zamówiony
        W najbliższą środę u wrony”.

        Jęknęły smutnie żołędzie:
        „Co będzie, ziębo, co będzie?
        Leć do dzięcioła, do buka,
        Niech dzięcioł ciebie opuka!”

        Podniosła lament sikora:
        „Podobno zięba jest chora!”

        Gil z tym poleciał do szpaka.
        „Jest sprawa taka a taka:
        Mówiła właśnie sikora,
        Że zięba jest ciężko chora”.

        Poleciał szpak do słowika:
        „Ze słów sikory wynika,
        Że zięba już od miesiąca
        Po prostu jest konająca”.

        Słowik wróblowi polecił,
        By trumnę dla zięby sklecił.

        Rzekł wróbel do drozda: „Droździe,
        Do trumny przynieś mi gwoździe”.

         

        Stąd dowiedziała się wrona,
        Że zięba na pewno kona.

        A zięba nic nie wiedziała,
        Na dębie sobie siedziała,
        Aż jej doniosły żołędzie,
        Że koncert się nie odbędzie,
        Gdyż zięba właśnie umarła
        Na ciężką chorobę gardła.

         

        Rozmawiała gęś z prosięciem
        Jan Brzechwa

        Rozmawiała gęś z prosięciem
        Bardzo głośno i z przejęciem:
        „Smutno samej żyć na świecie,
        A po drugie i po trzecie -
        Jeśli cenisz wdzięki gęsie,
        Jak najprędzej ze mną żeń się”.

         

        Prosię na to: „Miła gąsko,
        Głowę nieco masz za wąską,
        Trochę masz za długą szyję
        I zupełnie inny ryjek.
        Niechaj ciebie to nie rani,
        Lecz jesteśmy niedobrani”.

        A gęś znowu: „Cóż, mój drogi,
        Popatrz, ty masz cztery nogi,
        Nie masz pierza, nie masz dzioba,
        Ale mnie się to podoba”.

         

        Prosiak skłonił się uprzejmie:
        „Inny tak się tym nie przejmie,
        A ja - owszem. Bo zauważ,
        Że ja chodzę, a ty fruwasz,
        Jak dogonić zdołam ciebie,
        Gdy szybować będziesz w niebie?”

        Na to gęś odpowie znowu:
        „Domowego jestem chowu,
        Fruwam raz na sześć miesięcy,
        Żeby nie tyć, i nic więcej”.

        Na to prosię znów odpowie:
        „Muszę dbać o swoje zdrowie,
        Ty się kąpiesz nieustannie,
        Ty byś chciała mieszkać w wannie,
        Ja zaś - jeśli chodzi o to -
        Właśnie bardzo lubię błoto”.

        Tutaj gęś już miała dosyć.
        „Nie zamierzam ciebie prosić…”

        I dodała z żalem w głosie:
        „Teraz wiem, że jesteś prosię”.

        Jan Brzechwa

        Dwie gaduły

        Ponoć dotąd ziemski padół
        Nie znał jeszcze takich gaduł,
        Jak dwie panie: Madalińska
        Z Gadalińską z miasta Młyńska.

        W domu, w sklepie czy na rynku
        Językami, tak jak w młynku,
        Mielą wciąż bez odpoczynku;
        Każda gada - byle długo,
        Jedna z drugą i przez drugą,
        A gdy zasną, nawet we śnie
        Rozmawiają jednocześnie:
        O tym, co się z wiatrem dzieje,
        Wtedy, kiedy wiatr nie wieje,
        Że na poczcie wybuchł pożar,
        Że się mydlarz z praczką pożarł,
        Że aptekarz dostał pryszczy,
        Że sędzinie nos się błyszczy,
        Że kokoszka od sąsiadki
        Zniosła cztery jajka w kratki,
        Że cioteczna spod Piaseczna
        Okazała się stryjeczna,
        Bo kuzynka z Ciechocinka
        Zamiast córki miała synka,
        Po czym właśnie znikła z Młyńska
        Ciechocińska Madalińska.

        Madalińska rada gada,
        Gadalińskiej opowiada:
        Kto, dlaczego, jak i kogo.
        A sąsiedzi spać nie mogą.

        Krzyczy rejent: "Moje panie,
        Czas już skończyć to gadanie!"
        Doktor także lubi ciszę,
        Do starostwa skargę pisze.

        Przyszła władza starościńska:
        "Dość już, pani Madalińska,
        Dość już, pani Gadalińska,
        Bo wysiedlę panie z Młyńska."

        Ale nawet pan starosta
        Dwóm gadułom tym nie sprosta.

        Gadalińska rada gada,
        Madalińskiej opowiada:
        "Jak się skończy wojna chińska,
        Moja pani Madalińska,
        Wojna chińska, moja pani,
        Może wreszcie będzie taniej!"

        Już po jednej tej rozmowie
        Pan starosta stracił zdrowie
        I jak stał, tak właśnie z rynku
        Przeszedł prosto w stan spoczynku.

         

         

        Małpa w kąpieli
        Aleksander Fredro

         

        Rada małpa, że się śmieli,
        Kiedy mogła udać człeka,
        Widząc panią raz w kąpieli,
        Wlazła pod stół - cicho czeka.
        Pani wyszła, drzwi zamknęła;
        Małpa figlarz - nuż do dzieła!
        Wziąwszy pański czepek ranny,
        Prześcieradło
        I zwierciadło -

        Szust! Do wanny.
        Dalej kurki kręcić żwawo!
        W lewo, w prawo,
        Z dołu, z góry,
        Aż się ukrop puścił z rury.
        Ciepło - miło - niebo - raj!
        Małpa myśli: "W to mi graj!"
        Hajże! - kozły, nurki, zwroty,
        Figle, psoty,
        Aż się wody pod nią mącą!
        Ale ciepła coś za wiele...
        Trochę nadto... Ba, gorąco!...
        Fraszka! - Małpa nie cielę,
        Sobie poradzi:
        Skąd ukrop ciecze,
        Tam palec wsadzi.
        "Aj! Gwałtu! Piecze!"
        Nie ma co czekać,
        Trzeba uciekać!
        Małpa w nogi
        Ukrop za nią - tuż, tuż w tropy,
        Aż po progi.
        Tu nie żarty - parzy stopy...
        Dalej w okno... Brzęk! Uciekła!
        Że tylko palce popiekła,
        Nader szczęśliwa. -
        Tak to zwykle w życiu bywa.

         

        Danuta Wawiłow

        A jak będę dorosła...

        Jak mi ręce urosną,
        jak mi nogi urosną,
        jak już będę dorosła
        i wysoka jak sosna,
        to zostanę, zostanę, zostanę... no, kim?
        To na pewno zostanę lekarzem!
        Przyjdę w białym fartuchu,
        mamie zajrzę do ucha,
        tatę klepnę po brzuchu,
        powiem: ,,Trzyma j się, zuchu!",
        i zapiszę, zapiszę, zapiszę... no, co?
        I zapiszę paskudne lekarstwo!
        Co mi płacze i krzyki!
        Będę robić zastrzyki!
        Będę strasznie się trudzić!
        A jak już mi się znudzi,
        to zostanę, zostanę, zostanę... no, kim?
        To zostanę okrutnym piratem!
        Nie posłucham się taty.
        Będę strzelać z armaty,
        będę w worku pękatym
        przechowywać dukaty,
        będę straszną mieć brodę i pistolet... i co?
        I piracką przepaskę na oku!
        Co mi wiatry i burze!
        Mogę trwać jak najdłużej!
        Niechaj żyją podróże!
        A jak nimi się znużę,
        to pojadę, pojadę, pojadę... no, gdzie?
        To pojadę z powrotem do mamy!